Zdjęcie via https://www.facebook.com/welesbar/

Znacie to uczucie, kiedy odkładacie właśnie przeczytaną dobrą książkę i przez następne pięć minut rozmyślacie nad jej zakończeniem, a po kolejnych pięciu minutach ogarnia Was smutek bo wiecie, że już nigdy tej książki nie przeczytacie po raz pierwszy? Tak jest ze mną i Weles.

Chciałbym jeszcze raz poczuć to wszystko, czego doświadczyłem wchodząc tam po raz pierwszy. Z drugiej strony, może to i lepiej, że mam to za sobą, bo wystrój i przede wszystkim majestatyczny żyrandol, który przewrotnie nazwałem lampką z sufitu, tym razem nie odwrócił mojej uwagi i mogłem obiektywnie ocenić całość konceptu.
Wejście może nie jest sekretne, ale na pewno o nie się nie potkniecie. W środku panuje półmrok, który wraz z każdym stopniem pokonywanych w dół schodów jest co raz bardziej rozświetlany przez centralnie wiszący żyrandol. Pod nim mieści się ułożony w krzyż blat z kilkoma stołkami do siedzenia, a pod ścianą skryte w intymnym mroku stoliki.

Przeciwległą do wejścia ścianę zajmuje bardzo wysoki bar z mnogością różnego rodzaju trunków, które „przywoływawczo” mrugały do mnie okiem. Nie dam się prosić dwa razy i dlatego skrzętnie zająłem strategiczną pozycję z boku baru, tak żeby równocześnie mieć na oku to, co dzieje się na, pod i z obu stron baru. Z miejsca pod nos dostałem szklaneczkę z wodą (co powinno być standardem nie tylko w cocktail barach) i dość konkretne powitanie w stylu „Co dla pana?”. Mam świadomość, iż w sobotę wieczorem barmani nie mają czasu, a nawet nie powinni drapać się… wiecie gdzie, ale po miejscu takim jak Weles spodziewam się, iż pierwszy kontakt będzie odrobinę cieplejszy.

Standardowo zamówiłem Margaritę, która została przygotowana bardzo fachowo i to w mgnieniu oka. Crusta, czyli rant kieliszka pokryty solą był perfekcyjnie ułożony co do milimetra, a nie zrobiony „na odwal”. Szkoda, że musiałem serwetką zniszczyć to arcydzieło. Tego, że nie lubię soli w Margaricie nie mam napisane na czole, ale na pewno, zapytany, udzieliłbym takiej informacji. W tym momencie część czytelników, zwłaszcza tych związanych z gastronomią stwierdzi, iż podczas zamawiania powinienem zaznaczyć niechęć do soli, na co odpowiem, że jako Gość lubię być dopieszczony, a pytania temu służą.

Sącząc moją Margę, taksowałem wzrokiem kartę menu, której wydanie jesienno zimowe poświęcone było kamieniom szlachetnym. Cytryn, Topaz, Turmalin, Diament i spółka zajmowały dwie strony karty menu. Każdy z koktajli w cenie 28 pln nawiązywał pochodzeniem składników, historią czy aromatem do nazwy kamienia. W kombinacjach aromatycznych można przebierać do rana. Ponadto, w karcie dział z klasykami Welesa w cenach 32-39 pln takimi jak: Bekonowe Old Fashioned czy Pornstar Martini. Menu uzupełniają ogólnie znane klasyczne pozycje, jak i dość szeroka propozycja szampanów. Niestety, poza oliwkami oraz talerzem wędlin i serów, przekąsek brak.

Olbrzymim i to bardzo pozytywnym zaskoczeniem byli dla mnie Goście. Nie wiem, czy zrozumiecie o co mi chodzi, ale byli jak najbardziej „normalni”, uśmiechnięci i radośni, średnio w wieku 25-30 lat. Żal było wychodzić, ale bagaż kamieni szlachetnych robił się już zbyt ciężki…

Sumując, Weles jest miejscem z wyższej półki, ale mimo to każdy przynajmniej ze względu na wystrój, powinien je odwiedzić; dobrym zarówno na intymną randkę jak i na spotkanie w większym gronie, choć tu zalecane jest wcześniejsze zrobienie rezerwacji. Czystość baru i techniczna praca barmanów właściwie bez zarzutów. Ogólny brak „uśmiechu” oraz większej przyjazności i lepszej komunikacji z Gośćmi powoduje, iż dla mnie Weles jest perfekcyjnie przygotowaną niemiecką maszyną, której trochę brak hiszpańskiego temperamentu.

P.S. To nie była reklama SEAT-a.

WELES BAR
ul. Nowogrodzka 11, Warszawa
Otwarte codziennie od 19:00 do 2:00.
tel: 602 773 997

Patryk Le Nart
Dyrektor i założyciel Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów, właściciel Bar Catering i portalu koktajlowego MojBar.pl. Posiada wykształcenie kierunkowe zdobyte w USA i wieloletnie doświadczenie zawodowe w najlepszych lokalach Nowego Jorku. Współtwórca oraz sędzia techniczny konkursów barmańskich w stylu klasycznym i flair. Od lat występuje w roli eksperta, konsultanta, konferansjera. Miłośnik barmaństwa na najwyższym poziomie, znawca wykwintnych alkoholi i właściciel największej w Polsce ich kolekcji.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here