Recenzje WARMUT - Recenzja

WARMUT – Recenzja

Kręcąc „zajawkowy” film w toalecie, która, mimo iż czysta, stwarzała wrażenie kontenera znad Wisły, zaznaczyłem, iż sprawdzać będę spójność konceptu z założoną filozofią. Tak więc zacznijmy od nazwy, która jest świetna i ewidentnie sygnalizuje to, czego możemy się spodziewać wewnątrz, czyli półek zastawionych kolekcją wszelkiej maści wermutów.

Wermuty jako wina wzmocnione przeżywają w naszym kraju renesans. Przed wojną królowały na salonach, w latach 80-tych w sklepach można było dostać głównie jugosłowiańską Istrę, a takie rarytasy jak Martini dostępne były tylko w Pewexie czy Baltonie. Obecnie, wraz z powrotem popularności koktajli, paleta wermutów bardzo się rozszerzyła. Jeżeli miałbym zliczyć marki wermutów dostępnych od ręki w Polsce, to będzie ich kilkadziesiąt – tak więc jest w czym wybierać. 

Wróćmy jednak do konceptu. Miejsce ma olbrzymi potencjał. Jest przestronne, z wysokim sufitem, z ogródkiem i piętrem, gdzie planowane jest otwarcie restauracji. Bar, okalający róg naprzeciw wejścia, jest duży i na pewno przy dobrej organizacji i fachowym personelu, jest w stanie obsłużyć „z klasą” dziesiątki osób na raz. Niestety, nie dane mi było tego doświadczyć, gdyż mimo iż odwiedziłem Warmut w piątkowy wieczór, miejsce było dość puste. Zaznaczyć tu muszę jednak, iż Warmut testowałem wakacyjną porą, kiedy to większość bywalców lokali ucieka „taplać się w błocie” nad Wisłą. Co do reszty wystroju, to na uwagę zasługują genialne dekoracje sufitu, przedstawiające najbardziej charakterystyczne budynki stolicy. Może dla większości przyszłych odwiedzających niespecjalnie mogą być rozpoznawalne, jednak jako rodowity Warszawiak miałem bardzo wiele przyjemności w rozpoznawaniu ich kształtów. 

WARMUT – Recenzja

Jeżeli chodzi o dostępną ofertę, to zacznę wyjątkowo od tej stałej, a nie płynnej, czyli od przekąsek. Tak jak zaznaczyłem wcześniej, część restauracyjna dopiero jest organizowana, jednakże kuchnia funkcjonuje – dlatego dostępne są wszelkiego rodzaju ciepłe przekąski, kanapki, „talerzyki” czy w końcu dania oparte na „puszkowanych produktach” (stanowczo niefortunne sformułowanie). Nie próbowałem, ale dobrze wiedzieć, że można tu nie tylko popić, ale również zakąsić.

Czas w końcu poświęcić kilka słów naszemu bohaterowi, czyli wermutowi – królowi win wzmocnionych, oraz jego świcie. Idąc do pubu spodziewam się szerokiej kolekcji piw, idąc do baru winnego spodziewam się półek wypełnionych niezliczoną kolekcją win, a tutaj… wermutu jak na lekarstwo. Wachlarz chyba trzech marek wermutów z własnego importu to troszkę za mało, żeby szczycić się mianem baru specjalizującego się w wermutach. To tak, jakby na półkach ustawić całą kolekcję Jacka Daniels’a oraz Ballantines’a i umieścić nad wejściem napis „Whisky Bar”. Cieniutko. Fakt, wermuty, których pozwolono mi skosztować (brak jest niestety menu degustacyjnego), były urozmaicone i ciekawe, jednak niektóre inne cocktail bary Warszawy mają na półkach szerszą ich kolekcję. Przy tak wielkiej dostępności różnych marek, półki w Warmucie wręcz uginać się powinny pod ciężarem wermutów. Takie marki, jak Punt e Mes czy Carpano Antica Formula na pewno nie zaszkodziłyby wolumenowi sprzedaży własnych marek, a z pewnością ugruntowały pozycję lokalu, jako królestwa wermutów. Niestety, troszkę to wygląda jak polska polityka zagraniczna – napięty balonik pusty w środku.

Jeżeli chodzi o koktajle, to oczywiście w każdym występuje wermut i to również jest plusem na korzyść spójności. Możemy wybierać zarówno z oferty własnych, autorskich kompozycji jak i spośród wermutem nadzianych klasyków. Ceny bardzo przystępne od 15 do 24 pln. Nie testowałem klasycznych kompozycji. takich jak Margarita czy Daiquiri. bo od tego są miejsca takie jak El Koktel, Spatif, czy Woda Ognista, toteż nie wiem, jak radzą sobie z tym w Warmucie. Przecież w pierogarni befsztyków zamawiać nie będę. ☺

Podsumowując spójność konceptu to uważam, iż nie jest źle. Liczę na to, że oferta wermutów zostanie poszerzona, podobnie też karta drinków bardziej uzupełniona wytrawnymi kompozycjami. Bardzo dziękuję obsługującemu mnie barmanowi za fachowość, jak też za próbki wermutów, których dane było mi spróbować. Reszta załogi siedzącej za barem na skrzynkach, z posępną twarzą i brakiem uśmiechu, w bardzo zróżnicowanych strojach nie przypadła mi do gustu, a wręcz zraziła, jednak czego się spodziewać po lokalu sąsiadującym z Placem (pseudo) Hipstera, gdzie tradycyjnie niedociągnięcia i lenistwo tłumaczy się filozofią? A może gdyby Warmut postawił także na „hospitality”, czyli fachową i uprzejmą obsługę klienta, szybko zagościłby na liście miejsc, które w stolicy koniecznie trzeba regularnie odwiedzać dla przyjemności?

WARMUT
ul. Marszałkowska 45/49, Warszawa
Godziny otwarcia:
– poniedziałek – wtorek: 16:00-1:00
– środa: 16:00-2:00
– czwartek, piątek: 16:00-3:00
– sobota: 12:00-3:00
– niedziela: 12:00-1:00

Patryk Le Nart
Patryk Le Narthttp://www.msbis.com
Dyrektor i założyciel Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów, właściciel Bar Catering i portalu koktajlowego MojBar.pl. Posiada wykształcenie kierunkowe zdobyte w USA i wieloletnie doświadczenie zawodowe w najlepszych lokalach Nowego Jorku. Współtwórca oraz sędzia techniczny konkursów barmańskich w stylu klasycznym i flair. Od lat występuje w roli eksperta, konsultanta, konferansjera. Miłośnik barmaństwa na najwyższym poziomie, znawca wykwintnych alkoholi i właściciel największej w Polsce ich kolekcji.

Obserwuj nas:

Najnowsze:

Sababa – recenzja

Nie ma chyba w Polsce drugiego takiego miejsca, gdzie ulokowanych byłoby tak wiele barów, kafejek czy restauracji jak...

Cosmo bar – recenzja

Jeżeli jesteś osobą, która systematycznie odwiedza nowo powstające bary, wydaje Ci się, że jesteś koktajlowym aficionado i że znasz się na alkoholach oraz kulturze...

Pisco z Chile i jej chroniona nazwa pochodzenia

15 maja to dla Chilijczyków wielkie święto, jest to również bardzo ważna data dla wszystkich miłośników Pisco z Chile. W roku 2009 ówczesny rząd...

Scena 54 – Recenzja

Nie jestem fanem klubów. Chyba jestem już za stary, a może jeszcze za młody 😉 Tak czy siak, nie kręci mnie ten klimat – karki...