Recenzje Sansara - recenzja

Sansara – recenzja

Może to zabrzmieć nietypowo, ale uwielbiam, kiedy po wejściu do lokalu okazuje się, że niestety nie ma miejsc. Prawda, że brzmi to dziwnie? Jednak dla mnie to jak miód na serce, bo wiem, ile wysiłku potrzeba ze strony całej ekipy, aby w obecnych czasach wypełnić lokal po brzegi. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że był piątkowy wieczór, jednak zapełnienie trzypoziomowego lokalu wraz z przylegającym tarasem jest mega sztuką.

Ostatnio Bydgoszcz odwiedziłem jakieś 10 lat temu, przy okazji pamiętnego konkursu barmańskiego i niestety, nie miałem okazji pozwiedzać barowych przybytków. Zresztą, nie było co zwiedzać, gdyż w całym kraju nowożytne barmaństwo i wszelkiej maści bary wtedy dopiero się rodziły. Tak więc do Bydzi, jak pieszczotliwie nazywa swoje miasto mój przyjaciel, udałem się bez żadnego wcześniejszego rozeznania.

Pierwszym lokalem, który wziąłem na celownik była Sansara i to właśnie tam okazało się, że z miejscami do siedzenia jest krucho. Na szczęście po chwili zwolniły się dwa miejsca i to w ulubionej dla mnie lokalizacji, czyli przy samym barze. Pierwsze wrażenie jakie odniosłem i dalsza podróż po Bydgoszczy tylko mnie w tym utwierdziła, iż jest to miasto bardzo młodzieżowe, tętniące niesamowitą energią i Sansara była tego niewątpliwym przykładem. 

Do dyspozycji Gości, poza trzema kondygnacjami i tarasem są dwa bary – ja pod lupę wziąłem ten z pierwszego poziomu. Z wyjątkiem japońskiego neonu, którego znaczenia i treści barmani nie byli w stanie mi wytłumaczyć, bar sam w sobie nie jest specjalnie ciekawy i nie ma na czym zawiesić wzroku. Asortyment alkoholowy nie jest tu zbyt obszerny i Goście poszukujący procentowych nowinek raczej mogą się tu czuć zawiedzeni, zwłaszcza, gdy wyboru dokonywać będą wyłącznie na podstawie karty alkoholi, w której jest tylko 14 pozycji 😊. Za to karta drinków jest bardziej obszerna. Znajdziemy w niej ponad dwadzieścia autorskich pozycji, bazujących w dużej mierze na różnorodnych infuzjach; swoją drogą, ktoś miał mega zajawkę na ich punkcie. Aż mnie korciło, żeby zamówić koktajl bazujący na wódce infuzowanej marshmallow, mocno polecanej przez barmana, jednak to nie do końca moje smaki. Ogólnie rzecz biorąc, oferta nie jest bardzo urozmaicona, większość drinków kręci się wokół smaków słodko-kwaśnych i deserowych, jednak zważywszy odbiorców – czyli potencjalnych Gości Sansary – uważam, iż jest odpowiednio dopasowana. Ceny od 24 do 27 PLN plasują Sansarę na wyższej półce budżetowej i z perspektywy wszystkich przeze mnie odwiedzonych w Bydgoszczy lokali ten był najdroższy.

Panowie za barem, w odróżnieniu do pomocnej i uśmiechniętej załogi „pokładowej”, byli mało komunikatywni. Tak więc hospitality, niestety, na poziomie bliskim zeru: pokerowa twarz, brak kontaktu wzrokowego, żadnej komunikacji ponad to minimum związane z przyjęciem zamówienia. Technicznie było wiele do zarzucenia; zwłaszcza w obecnych czasach, skandaliczne jest przytrzymywanie sobie gołą ręką lodu podczas nakładania go do szklanicy. Ponadto, po przelaniu duża część mojego koktajlu została na jej dnie i prawdopodobnie skończyła w zlewie lub w gardle jednego z panów barmanów. Show barowy raczej zerowy.

Na pewno dużym plusem dla baru jest możliwość skorzystania z kuchni, która serwuje dania w iście restauracyjnym asortymencie. Co do jakości nie będę się wypowiadał, gdyż nie miałem czasu skorzystać. Ogólnie patrząc, koncept lokalu jest spójny, czego potwierdzeniem było jego obłożenie.  Nie do końca rozumiem akuratności nazwy, gdyż przechodząc z poziomu na poziom nie odczułem żadnej metamorfozy. 

Sumując, Sansara jest miejscem, które w Bydgoszczy warto odwiedzić, przynajmniej po to, by przekonać się, iż Bydzia w żadnym stopniu nie odstaje od czołówki koktajlowych miast Polski (niestety również pod względem cenowym). Spójność konceptu jak najbardziej zadowalająca i widać, iż sprecyzowana i ukierunkowana na konkretnego odbiorcę. Czynnik ludzki niestety do naprawy, choć może za bardzo się czepiam (z uwagi na moje doświadczenie, a co za tym idzie, oczekiwania😉)

Patryk Le Nart

Patryk Le Nart
Patryk Le Narthttp://www.msbis.com
Dyrektor i założyciel Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów, właściciel Bar Catering i portalu koktajlowego MojBar.pl. Posiada wykształcenie kierunkowe zdobyte w USA i wieloletnie doświadczenie zawodowe w najlepszych lokalach Nowego Jorku. Współtwórca oraz sędzia techniczny konkursów barmańskich w stylu klasycznym i flair. Od lat występuje w roli eksperta, konsultanta, konferansjera. Miłośnik barmaństwa na najwyższym poziomie, znawca wykwintnych alkoholi i właściciel największej w Polsce ich kolekcji.

Obserwuj nas:

10,150FaniLubię
10,439ObserwującyObserwuj
113,000SubskrybującySubskrybuj

Najnowsze:

Niewinni czarodzieje 2.0 Powiśle – recenzja

Właściwie to długo nie wiedziałem, jak ugryźć ten temat; do recenzji zabierałem się jak pies do jeża sądząc, że po pierwszym wielkim...

Kwiaty jadalne, jakie wybrać i jak wykorzystać?

Kwiaty jadalne nie od wczoraj spotkać można na naszych stołach i to nie tylko w wazonach. Zazwyczaj kwiaty traktujemy jako ozdobę, a...

Elixir – recenzja

Właściwie to nie mogłem doczekać się, żeby podzielić się moimi wrażeniami z pobytu w bydgoskim Elixirze. Musiał jednak odstać swoje w kolejce...

Parter Whisky Vodka Cocktail Bar – recenzja

Bardzo lubię Toruń, swojego czasu dość często tu wpadałem, ale było to dawno temu, w czasach kiedy alkoholu jeszcze nie traktowałem bardzo...