Recenzje Sailing Poland Cocktail Bar - Recenzja

Sailing Poland Cocktail Bar – Recenzja

Jeżeli ktoś nadal uważa, że do sukcesu jakiegokolwiek baru wystarczy ładny wystrój, karta smacznych drinków, czy w końcu komunikatywny i uśmiechnięty personel, to niestety jest w wielkim błędzie. Wszystkie powyższe składowe są bardzo istotne, ale jeżeli lokal nie ma duszy, to niestety są one bezużyteczne. Dusza baru rodzi się z pasji, a w miejscu, które ostatnio odwiedziłem, pasjami można by było nawet żonglować…


Właściwie z żaglami niewiele kiedykolwiek miałem wspólnego, pomijając oczywiście dawne epizody żeglowania na chybotliwym pokładzie Łódki Bols. To nie do końca jest mój klimat. Nieprzerwane połacie wzburzonego oceanu, zimny wiatr, mokra woda – jakoś mnie to nie kręci. Jedyną nicią porozumienia i powodem do żeglowania mógłby być rum, o tak! Nawet sobie wymyśliłem, że na stare lata będę „degustował” po morzu Karaibskim od wyspy do wyspy.

Sailing Poland Cocktail Bar – Recenzja

Co skusiło mnie, aby odwiedzić Sailing Poland Cocktail Bar? Przede wszystkim to, iż jest tuż obok mojej kwatery głównej, a po drugie… nazwa. Osoby zaangażowane w projekt na pewno podniosą lament i zadadzą pytanie, co w niej dziwnego. Ano to, iż jest rozciągnięta jak balonik, a nie chodzi mi o jej długość, lecz o maksymalnie nadmuchane ego.
Tak więc w poszukiwaniu jeszcze większej „szydery”, poszedłem pod bardzo ekskluzywny adres oczekując, iż spotkam tam opalonych gości w czapeczkach, w trampkach bez skarpetek, w koszulkach Ralpha i z rolkami na nadgarstkach. Nikogo takiego tam nie było, podobnie jak nie uświadczyłem włochatych wilków morskich w koszulkach w paski. Byli za to bardzo radośni, zwyczajnie wyglądający Goście rozprawiający o swoich dwóch pasjach – do żeglowania i dobrych trunków.

Lubię dobre bary, a zwłaszcza te z klimatem. SPCB (spuszczę trochę z balonika) taki klimat ma. Miejsce stworzone, choć nie wyłącznie, dla osób i przez osoby, dla których żeglowanie jest pomysłem na życie. Piętro odnowionego Pałacyku Szucha stanowi pewnego rodzaju wyciszoną przystań w centrum Warszawy. Bardzo eleganckie wnętrze posiada mocno wyróżniające się dwa elementy – bar i wielki ekran zajmujący jedną ze ścian. Założeniem twórców konceptu było stworzenie miejsca, które przyciągać będzie Gości nie tylko nazwą, ale też wszelkiego rodzaju spotkaniami, prelekcjami czy wspólnym śledzeniem zawodów regatowych. Wygodne kanapy, piękne stoły, stylowe wykończenia, a wszystko to utrzymane w typowo żeglarskiej bieli powoduje, iż nawet ja poczułem unikalny nastrój i smak soli w ustach.

Przejdę jednak do sprawy, na której znam się lepiej, czyli do baru. Osoby projektujące dobrze przygotowały się do wyzwania. Udało im się oprzeć pokusie postawienia białego, drewnianego kloca w stylu Hampton. Elegancki bar utrzymany w szarości, z charakterystycznymi kolumnami, przydymionymi lustrami i marmurowym blatem jest jednym z ładniejszych, jakie ostatnio podziwiałem. Na półkach przede wszystkim nieodzowny trunek każdego pirata, czyli rum w wariacjach i ilościach półhurtowych. W karcie drinki o przedziwnie dla mnie brzmiących nazwach, które jednak dla każdego choć trochę interesującego się żeglarstwem nie będą żadną enigmą. Spróbujcie Sydney Hobart czy Fastnet Race. Może Les Vioiles de Saint Tropez przypadnie Wam do gustu? Wśród mnogości drinków, które charakteryzuje jedna, umiarkowana cena 29 PLN, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Jeżeli propozycje z karty nie sprostają Waszym kubkom smakowym, barmani idealnie, co sprawdziłem na sobie, dobiorą i zmiksują odpowiedni zestaw trunków. Jeżeli chcecie popróbować rumów w formie czystej, zestawy degustacyjne lane są od ręki. Uważajcie na zestaw Kill Devil. Nie wiem, czy to nazwa, czy coś innego tak podziałało, lecz w pewnej chwili zaczęło już mocniej wiać z lewej burty ☺.


Klimat klubu jest bardzo przyjemny i przyjazny. W niczym nie odzwierciedla trochę usztywniającej nazwy. Miejsce otwarte jest dla każdego, kto choć na chwilę potrzebuje odpłynąć od zgiełku otaczających ulic. Dobrze sprawdzi się nie tylko na wieczorny wypad w większej ekipie, ale również na spotkanie biznesowe, jak i randkę we dwoje. Klub jest absolutnie obowiązkową przystanią dla wszystkich miłośników żagli, którym również polecam śledzenie w mediach kalendarza wszelkich wydarzeń organizowanych na miejscu. Dla mnie miejsce super, z uroczym i ciepłym klimatem. Na pewno tu wrócę.

Patryk Le Nart

Obserwuj nas:

7,404FaniLubię
3,870ObserwującyObserwuj
61,900SubskrybującySubskrybuj

Najnowsze:

Jak zrobić cytrynówkę doskonałą, likier i wódkę cytrynową?

Jak zrobić cytrynówkę doskonałą, likier i wódkę cytrynową? Jakie wybrać cytryny i spirytus na nalewkę?Czym byłby współczesny bar, gdyby nie...

Za co kochamy Campari, Jagermeister i Amaro czyli przyjemność zapisana w genach

Język polski jest niezwykle bogaty, jeśli chodzi o różnorodność słownictwa, natomiast epitetów na określenie przyjemności płynącej z konsumpcji zdaje się być nieskończenie...

Drinki z Pink Gin – Royal, Bosford, Lubuski, Gordon’s i Beefeater. Który lepszy I jak pić?

Pink Gin to hit ostatniego lata. Zaraz po tym jak na naszym rynku alkoholowym pojawiły się Lubuski, Beefeater...

W Orbicie Słońca – recenzja

Są takie miejsca, do których wchodzisz i już wiesz, że są trafione w dziesiątkę. Są takie, które w pierwszej chwili nie porywają,...