ArtykułyPiwne koktajle zimowe

Piwne koktajle zimowe

Po ostatnich zajęciach w tym roku Patryk zadał mi temat – „a może byś tak napisał coś o piwie w kontekście bardziej zimowych połączeń?”. Namawiać mnie nie musiał. Piwo nie tylko towarzyszyło nam przez wieki w kontekście świąt kościelnych, celebracji czy nawet postu, ale również bardziej pragmatycznie – dostarczało niezbędnej dawki kalorii podczas chłodniejszych pór roku. Poza tym mam prywatną krucjatę by odczarować grzańce.

Dlaczego odczarować? Zapewne nie raz spotkaliście się, czy to w jednym z głównych serwisów internetowych, czy prasie drukowanej, z przepisami na grzańce, które można podsumować „zagotować piwo, dodać przypraw, idealne i wspaniałe na zimę!”. Dodajmy jeszcze do tego obiegową wiedzę ludową „a, bo na grzaniec to szkoda dobrego alkoholu” i efekt mamy jaki mamy. O ile w gastronomii każdy zna (a przynajmniej powinien) zasadę FIFO („First In, First Out”) dotyczącą zarządzania stanami magazynowymi, tak już zazwyczaj zaskakuję słuchaczy mówiąc o SISO. A nie jest niczym innym niż „Shit In, Shit Out”. Ciężko oczekiwać świetnych rezultatów, jeżeli nie skorzystamy z porządnych składników.

Dodajmy do tego wspomniane wieki kombinowania różnych połączeń smakowych, czy też zwyczajnego korzystania z produktów, które były pod ręką i aktualnie dostępnych. Jeżeli zajrzycie teraz do Jerry Thomas’ Bartenders Guide to przerzućcie stronę na poncze. I zobaczcie ile ich jest oraz jak wyglądają ich składy. Naprawdę ciężko powiedzieć, że poncz (zarówno ciepły jak i zimny) jest czymś innym niż przeglądem tego co akurat nam się pod rękę nawinęło. Co z kolei sprawia, że i my możemy pobawić się w swoje własne połączenia.

Kolejnym koktajlem, który możecie spotkać w tej samej książce jest Flip. Sycący, gęsty, przyjemny dla oka podczas sporządzania. Zasadniczo składający się z piwa górnej fermentacji, cukru, jajek, brandy (później rumu) i przypraw. Serwowany na ciepło, przerzucany między dwoma glinianymi garnkami dzięki czemu zyskiwał aksamitną teksturę. I na sam koniec, jako ta wisienka na torcie, często z wrażonym weń rozgrzanym do czerwoności pogrzebaczem.

Co nie było pozbawione sensu. W momencie przerzucania między dwoma naczyniami spadała temperatura koktajlu, dodatkowo karmelizacja na powierzchni pogrzebacza nadawała kolejnej warstwy smakowej a i piana była dość obfita. Patent ten nie tylko nie wymarł, ale w tym momencie możecie kupić dedykowane mini-pogrzebacze ze stali nierdzewnej, które podgrzewacie kuchenną lutlampą. I gwarantuję, że jeżeli zastosujecie to nawet na samym piwie to profil smakowy zmieni się wyraźnie i odczuwalnie.

Dzisiaj zaproponuję Wam dwa koktajle – wariację na temat Flipu (z lekkim skrzywieniem w kierunku Egg Nog) oraz serwowany na ciepło poncz.

Dlaczego z lekkim skrzywieniem w kierunku Egg Nog i co to w zasadzie jest? My mamy swój ovovit/adwokat/likier jajeczny, z kolei Anglosasi w sezonie zimowym zapijają się trunkiem bazującym na żółtkach i mleku, najczęściej alkoholowym. Aczkolwiek oczywiście w dzisiejszych czasach nie tylko da się kupić wersje bezalkoholowe, jak również na mleku innym niż krowie.

Flip – przepis na drinka:

Lubię go robić na porterach bałtyckich i koźlakach, ale tym razem tym ukłonem w kierunku Egg Nog będzie Milk Stout. Czyli ciemne piwo górnej fermentacji z dodatkiem laktozy.

Skład wygląda następująco:

  • 500 ml Milk Stout
  • 50 ml rum (ja użyłem jasny i mocno estrowy)
  • 50 ml bourbon
  • 2 duże jajka
  • 70 g cukru (polecam Demerara albo Muscovado)
  • przyprawy wg uznania (u mnie kardamon, imbir, cynamon i gałka muszkatołowa)

Cukier ucieramy z jajkami na jednorodną masę. Następnie (dalej ucierając) dodajemy powoli oba destylaty oraz przyprawy. W tym samym momencie mamy piwo na palniku i czekamy aż dojdzie do max. 70 stopni Celsjusza. I to jest absolutne maximum aby nie odparować z niego alkoholu. Pamiętajcie – robiąc grzańce nigdy nie możemy ich zagotować, a termometr jest wymaganym wyposażeniem.

I teraz ważna kwestia – wiecie jak temperuje się śmietanę na zupę? No właśnie, nie chcemy żeby masa jajeczna nam się zwarzyła – ergo nie chcemy jajecznicy. Zatem cały czas mieszając dodajemy powoli zagrzane piwo, tak żeby masa złapała temperaturę. Po dodaniu całości piwa musimy koniecznie przelać koktajl kilka razy między dwoma naczyniami. Mogą być dzbanki, rondle, gliniane bądź szklane kufle. Ważne żeby żywiołowo napowietrzyć koktajl, dzięki czemu będzie miał wspaniale aksamitną teksturę.

Gotowy koktajl przelewamy do dedykowanego szkła (najlepiej gobletu, ale kufelek też będzie dobry) i dekorujemy startą gałką muszkatołową. A następnie delektujemy się płynnym dobrem.

Tutaj jest trochę pracy, natomiast drugi robi się praktycznie sam.

Gueuze Punch – przepis na drinka:

Potrzebujemy następujące składniki:

  • 330 ml belgijskiego piwa Gueuze
  • 330 ml Rieslinga półsłodkiego
  • 10 ml malinowego shrubu
  • łyżeczkę cukru Demerara
  • pomarańczy i goździków

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy może mieć w domu owocowe shruby, dlatego możecie go zastąpić mixem 10 ml soku malinowego plus 10 ml octu z czerwonego wina.

Czym jet Gueuze? Jeżeli kiedykolwiek próbowaliście belgijskie kwaśne piwa typu Lambic to zasadniczo właśnie ze zblendowanymi rocznikami Lambica mamy tutaj przyjemność. Zatem spodziewajmy się posmaków kwaśnych, dzikich, stajennych. Uzupełniamy profil pięknymi białymi, owocowymi nutami półsłodkiego Rieslinga oraz owocowymi i kwaśnymi shrubu, całość lekko kontrujemy cukrem. Wszystko trafia do rondla i podgrzewamy do max. 70 stopni Celsjusza.

W przepisach na poncz często spotkacie się z gotowaniem (bądź wygrzewaniem) pomarańczy z goździkami w koktajlu. Jeżeli nie mamy dostępu do owoców ekologicznych bez obfitego spryskania przez producenta skórki środkami grzybobójczymi to proponowałbym jednak tego nie robić. W zupełności zatem wystarczy jak owoc porządnie umyjemy, pokroimy na ćwiartki, nabijemy skórkę goździkami i zastosujemy jako garnisz. Wypływający sok doda kolejnej warstwy smakowej, a i całość będzie pięknie pachniała.

Możemy pić nawet z ulubionego kubka i nikt nie powinien się czepiać.


Zatem mamy dwa piwne koktajle – słodki oraz wytrawny – którymi możemy radować się samemu jak i w towarzystwie.

I tego Wam serdecznie życzę 🙂

Michał Kopikhttp://PiwnyGaraż.pl
Michał Kopik – absolwent Ochrony Środowiska (specjalizacja żywnościowa) na SGGW. Swoją przygodę z branżą rozpoczął 16 lat temu od piwowarstwa domowego. Pierwsze szlify piwowarskie zdobywał pracując na stanowisku piwowara w, znajdującym się wtedy w Oborach pod Warszawą, Browarze Konstancin. Pasja była na tyle ważna, że łączył pracę na etacie z dziennym trybem studiowania na piątym roku. Certyfikowany sędzia piwny (zarówno Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych jak i amerykańskiego BJCP), biorący udział w największych i najważniejszych konkursach piw rzemieślniczych na świecie jak World Beer Cup w Stanach Zjednoczonych, Birra dell'Anno we Włoszech oraz International Beer Cup w Japonii podczas którego zdobył złoty medal dla leżakowanego w beczce po Bowmore wymrażanego American Barleywine. Sensoryk, krzewiciel wiedzy o piwie, kulturze piwnej i foodpairingu. Prowadzi bloga PiwnyGaraż.pl, jeden z założycieli browaru kontraktowego Kingpin. Współzałożyciel i współwłaściciel browaru kontraktowego Mermaid Brewing oraz główny piwowar browaru Infinitum Brewing. Wykładowca piwowarskich studiów podyplomowych na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Jak również absolwent kursu barmańskiego MSBiS 😉

Obserwuj nas:

12,216FaniLubię
16,527ObserwującyObserwuj
148,000SubskrybującySubskrybuj

Najnowsze: