Recenzje Parter Whisky Vodka Cocktail Bar - recenzja

Parter Whisky Vodka Cocktail Bar – recenzja

Bardzo lubię Toruń, swojego czasu dość często tu wpadałem, ale było to dawno temu, w czasach kiedy alkoholu jeszcze nie traktowałem bardzo poważnie, gdy nie byłem koneserem i znawcą 😊. Zawsze uważałem, że w Toruniu jest coś magicznego – atmosfera, architektura, Kopernik, pierniki. Ta magia przyciągała nie tylko mnie – Toruń jest chyba najliczniej odwiedzanym miastem turystycznym w przeliczeniu na metr kwadratowy; miastem, które w sezonie roi się od turystów gaszących pragnienie piwem zakąszanym pierogami czy golonką w przerwach pomiędzy zwiedzaniem kolejnych zabytków. Niestety z moich obserwacji, a zaznaczam, iż mogę być w błędzie, w związku z tym w Toruniu nie ma raczej miejsca i popytu na dobry cocktail bar. 

Pierwszy odwiedzony przeze mnie lokal (nie wspomnę nazwy), polecany zarówno w przewodnikach, jak i przez zaprzyjaźnionych „tubylców” musiałem opuścić po dosłownie 5 minutach. Jeżeli zrobiłbym jego recenzję, bardziej przypominałaby ona walec miażdżący wszystko po drodze niż mały poradnik tego, co można naprawić. Moim hobby nie jest jeżdżenie po Polsce i czepianie się wszystkiego, co mi osobiście nie pasuje, tylko w miarę obiektywna ocena miejsca oraz wskazanie ewentualnych elementów do poprawy. W tym wypadku należałoby prawie wszystko zburzyć i postawić od nowa.

W nadziei na poprawę nastroju, pośpiesznie udałem się do kolejnego miejsca, którego nazwa była mi już dobrze znana zanim jeszcze postanowiłem udać się na ten mały rekonesans. „Parter” jest lokalem na skraju starego miasta i może dlatego w sobotni wieczór było tam pusto. Swoją drogą zastanawiam się jak tam jest z frekwencją w inne dni. Tak czy inaczej, poza nami w lokalu były jeszcze tylko dwie pary siedzące przy stolikach. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę po wejściu, a pamiętajmy, iż wstępne wrażenie jest najważniejsze, był wystrój lokalu. Niestety, bardziej przypominał jakiś niedokończony pub niż cocktail bar. Głównymi elementami wystroju, poza oczywiście barem, do którego zaraz wrócę, były dwie wielkie ściany, jedna pokryta deskami, a druga trawą. Tak na prawdę nie było nic na czym można by zawiesić oko (poza pomysłowymi lampami nad barem). Na szczęście, jakkolwiek jest to znaczący problem, łatwy jest do naprawienia, co pozwalam sobie delikatnie zasugerować. 

Przejdźmy w końcu do baru, który ciągnie się wzdłuż najdłuższej ze ścian. Nie jest on jakoś wybitnie piękny, po prostu zestawiony z lakierowanych płyt mebel, z półkami oświetlonymi diodami kującymi wzrok, jeżeli spojrzy się pod nieodpowiednim kątem. Jednak, jak śmiem zawsze twierdzić, najlepszym wystrojem każdego lokalu są butelki, a tych było tu mnóstwo. Takiej kolekcji nie wiedziałem w żadnym barze odwiedzonym podczas tego krótkiego wypadu. Na wielką pochwałę zasługuje tu zwłaszcza kolekcja rumów. Wszyscy piraci szukający nieoczywistych i niszowych pozycji na pewno mogliby w „Parterze” spędzić niejedną noc degustując trzcinowe trunki z najodleglejszych zakątków świata. Wielbiciele whisky również odnajdą tu kilka ciekawych pozycji włącznie z niedostępnymi już przedstawicielkami z kraju kwitnącej wiśni. Ogólnie, jest w czym wybierać. 

Karta koktajli bardzo zróżnicowana i jest tu wiele ciekawych, autorskich pomysłów. Ceny bardzo przystępne. Ponadto widać, iż barmani znają się na rzeczy i są w stanie wyczarować koktajl najwyższych lotów zgodnie z naszymi osobistymi preferencjami. Od strony technicznej – super. Problem może stanowić brak komunikatywności oraz nieumiejętność stworzenia atmosfery sprzyjającej Gościom i zachęcającej do dłuższego pozostania w lokalu. Szkoda, ale to też da się naprawić. Małym usprawiedliwieniem może być obecna pandemiczna sytuacja. Oddzielające Gości od barmanów tafle plexi, przyłbice i maseczki na pewno temu nie pomagają, jednak dla chcącego nic trudnego i może właśnie w tych trudnych czasach trzeba trochę bardziej się postarać. Tak więc załogo, więcej uśmiechu, zaangażowania, energii i hospitality – wszystkich tych kluczowych elementów, których tym razem zabrakło.

Ogólnie biorąc „Parter” jest miejscem z wielkim potencjałem, wokół którego trzeba troszkę popracować. Aż żal, że tak pięknej kolekcji alkoholi nie towarzyszy spójność konceptu, wystrój, meble z różnych kompletów, etc (nad załogą nie będę się już pastwił). Sugeruję również usunąć z nazwy lokalu słowo Vodka lub poszerzyć jej kolekcję, gdyż prawdziwych wódek na półce dostrzegłem nie więcej niż 5 (choć z uwagi na dzielącą mnie plexi mogłem czegoś nie dostrzec). Będąc następnym razem w Toruniu na pewno wpadnę tu na dobrego drinka przy okazji sprawdzając czy któryś z mankamentów uległ poprawie.

Patryk Le Nart

Patryk Le Nart
Patryk Le Narthttp://www.msbis.com
Dyrektor i założyciel Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów, właściciel Bar Catering i portalu koktajlowego MojBar.pl. Posiada wykształcenie kierunkowe zdobyte w USA i wieloletnie doświadczenie zawodowe w najlepszych lokalach Nowego Jorku. Współtwórca oraz sędzia techniczny konkursów barmańskich w stylu klasycznym i flair. Od lat występuje w roli eksperta, konsultanta, konferansjera. Miłośnik barmaństwa na najwyższym poziomie, znawca wykwintnych alkoholi i właściciel największej w Polsce ich kolekcji.

Obserwuj nas:

10,150FaniLubię
10,439ObserwującyObserwuj
113,000SubskrybującySubskrybuj

Najnowsze:

Niewinni czarodzieje 2.0 Powiśle – recenzja

Właściwie to długo nie wiedziałem, jak ugryźć ten temat; do recenzji zabierałem się jak pies do jeża sądząc, że po pierwszym wielkim...

Kwiaty jadalne, jakie wybrać i jak wykorzystać?

Kwiaty jadalne nie od wczoraj spotkać można na naszych stołach i to nie tylko w wazonach. Zazwyczaj kwiaty traktujemy jako ozdobę, a...

Elixir – recenzja

Właściwie to nie mogłem doczekać się, żeby podzielić się moimi wrażeniami z pobytu w bydgoskim Elixirze. Musiał jednak odstać swoje w kolejce...

Parter Whisky Vodka Cocktail Bar – recenzja

Bardzo lubię Toruń, swojego czasu dość często tu wpadałem, ale było to dawno temu, w czasach kiedy alkoholu jeszcze nie traktowałem bardzo...