foto: Justin Aikin

Koktajle z konopi robiono już wieku temu, nawet w Zakonie Templariuszy. Wciąż wywołują niezdrowe emocje, nie tylko po ich spożyciu.

Według Chrisa Benetta, autora książki „Green Gold the Tree of Life: Marijuana in Magic & Religion” konopne drinki doprowadziły do zniszczenia Zakonu Templariuszy. Ówczesny papież wpadł podobno w furie na wieść, że Templariusze piją koktajle z marihuany prosto ze Świętego Graala i doznają oświecenia. Co gorsze, wizje, jakie mieli, nie były spójne z nauką Kościoła.

Koktajle z marihuaną nadal powodują sporo emocji i nadal należą do podziemnego światka. Wszelkie eksperymenty robione są, jak dawniej za prohibicji, w prywatnych domostwach lub różnego typu tajnych alkoholowych kręgach.Ten trend nabiera tempa właśnie teraz, gdy co rusz słyszymy o kolejnym mieście, kraju, stanie gdzie legalizuje się palenie marihuany na własny użytek. I choć dużo jeszcze litrów alkoholu wypijemy i spalimy miliony jointów, oddzielnie lub mieszając obie substancje, z pewnością jeszcze długo nie zamówimy Gin Cannabis Smash w pobliskim barze.

Cannabitters

Nie znaczy to, ze takie drinki nie istnieją. Wręcz przeciwnie: powstają cora to nowsze i nowocześniejsze metody “zjarania” alkoholu. W barmaństwie pod tym względem są do zdobycia dwa cele: przenieść do alkoholu psychoaktywną moc THC z trawy oraz dodać do koktajlu zapach i smak marihuany, czasem poprzez inne składniki. Początkowo barmani inspirowali się metodami infuzowania alkoholu legalnymi ziołami: rozmarynem, szałwią, lawendą. Tego samego spróbowali z marihuaną. Ale w tej metodzie jest jeden feler. Wódka infuzowana maryśką po pierwsze źle smakuje, po drugie ma mdły kolor. W dodatku żeby poczuć haj, trzeba wypić duużo takiej substancji. Żaden z szanujących się barmanów niczego takiego klientowi nie poda.

Zainspirowano się także produkcją bittersów, które też przecież oparte są na bazie ziół. Najbardziej popularne okazało się mielenie i podpalanie konopi w niskiej temperaturze przed wrzuceniem ich do wysokoprocentowego alkoholu na kilka godzin do kilku dni. Można też to robić z winem lub piwem.

Herbata i olej kokosowy

W 2012 roku w obskurnym barze Roberta’s na Brooklynie ustanowiono pewien standard koktajli na bazie trawy. To tam powstał Gin Sour, gdzie oprócz klasycznych ingrediencji dodano liście herbaty Earl Grey i listki cannabisu. Towarzyszył mu California Painkiller na rumie, świeżo wyciskanym soku pomarańczowym i ananasie, doprawiony infuzowanym marihuaną olejem kokosowym i gałką muszkatołową.

Ale jak to z eksperymentami bywa, trzeba zachować ostrożność. Scott E. Lukas, profesor psychiatrii na Harvard Medical School,  twierdzi, że mieszanie zioła z alkoholem to czasem jazda bez trzymanki, bo nie wiemy jeszcze jak ten miks na nas zadziała. Podobno po takiej libacji THC-owymi drinkami odurzenie może utrzymywać się w organizmie do 24 godzin, nawet jeśli ten klasyczny haj dawno poszedł z dymem. Ale czy potraktujemy to jako ostrzeżenie?

Dora Rosłońska
Dora Rosłońska - niezależna dziennikarka i scenarzystka współpracująca z takimi tytułami jak Kukbuk, Newsweek oraz TVP1, TVP2. Tajniki barmaństwa poznała w MSBiS oraz podczas pracy jako event manager w jednym z warszawskich klubów. Pisanie i sympatię do barmańskiej sztuki połączyła w „Moim Barze”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here