Podobno Japonia to eldorado dla amatorów drinkowania. Po pierwsze bary otwarte są cała dobę. Jeden się zamyka, by otworzył się drugi. Nawet jeśli nastąpi tak wyjątkowa chwila, że nigdzie w dzielnicy nie będzie można kupić najmniejszej butelki, na ulicach stoją automaty, które za kilka monet wydają piwo i sake, na zimno lub na gorąco.

Poza tym jeśli w Japonii chcemy handlować alkoholem lub mieć bar serwujący koktajle, nie trzeba mieć licencji. Nie płaci się też podatków za alkohol, dlatego whisky czy gin na japońskich półkach są znacznie tańsze niż w innych państwach. Nawet prawo jest proalkoholowe. Nie ma w ustawach wykroczenia, jak pijaństwo czy zakłócanie porządku. A jakakolwiek sprawa kryminalna rozstrzygana jest pobłażliwiej, kiedy wykonywana była “po kielichu”.

Już tysiące lat temu chińscy kronikarze wspominali o ludziach z Yamatai (starożytnej Japonii), że sporo piją. Nadmierne spożywanie alkoholu, taniec, picie – nawet na pogrzebie – jest tam w modzie. Alkohol to w Japonii ważna część społecznego, biznesowego, a nawet religijnego życia.

Wzajemność jest fundamentem japońskiej kultury picia. Nie tylko chodzi tu o wspólne imprezowanie, ale i polewanie swoim znajomym. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni piją zazwyczaj z małych kieliszków. Ale uwaga. W towarzystwie nigdy nie nalewamy alkoholu do swojego kieliszka. Mają to zrobić za Ciebie Twoi towarzysze. Ty polewasz im. Pod tym względem nie ma tu odstępstwa.

Jak pić to pić

Turyści przybywający do Japonii zwykle zaskoczeni są odorem i stanem tubylców, którzy wieczorem jadą z nimi pociągami. Służby stacji pomagają pijanym pasażerom wsiadać potem do taksówek. Rano rozdają też darmowe bilety, by każdy wrócił do domu. W firmach z kolei panuje zwyczaj voucherów, by pracownicy mogli bezpiecznie w zakrapiany weekend wrócić do domu.

Dlaczego firmy tak dbają o pracowników? Bo alkoholizowanie się jest w japońskim biznesie pewnym rytuałem. Integracja załogi firmy, a nawet poważnych kontrahentów odbywa się w barach albo na karaoke. Odmowa napicia się grozi nawet zakończeniem kariery. Integracja u Japończyków ma jeden cel – napić się do nieprzytomności.

Jeden z Niemców, który opisywał na swoich blogach te zwyczaje, dziwił się jak ludzie biznesu mogą w ten sposób, bądź co bądź, kompromitować się na oczach osoby, od której zależy podpisanie dużego kontraktu. Ale Japończycy widzą to z zupełnie innej strony. Im bardziej odsunie się w towarzystwie bariery społeczne, tym bardziej zaufają ci w biurze. To, że pijesz na umór z partnerem biznesowym pokazuje, że nie masz nic do ukrycia i można ci zaufać. Bez wspólnego picia bardzo często umowy nie dochodzą do skutku. Nawet Japończycy uknuli słowo nomunication, od słowa nomu ( drink) i comunication. Bo wspólne picie to w Tokio i okolicach część pracy.

Dlatego nad ranem w Japonii na ulicach, w metrze śpią pijani ludzie. W garniturach, pod krawatem, podkładając pod głowę teczkę z dokumentami. To typowy weekend w Japonii. (Jeśli nie jesteście sobie w stanie tego wyobrazić, wpiszcie w google “drunk japanese buisnessmen”, lub po prostu hashtag nomisugi).

Japończycy dużo i skwapliwie ćwiczą, by ich organizm polubił procenty. Niestety pod tym względem nigdy nie prześcigną Rosjan. Dlaczego? Na drodze do sukcesu stanęła czysta biologia. Japończycy jako naród lub rasa ludzka dużo pić nie mogą. Podobno ten typ człowieka tak ma, że brak mu enzymu rozkładającego we krwi cząstki alkoholu. Dlatego padają po nim jak muchy.

Dora Rosłońska
Dora Rosłońska - niezależna dziennikarka i scenarzystka współpracująca z takimi tytułami jak Kukbuk, Newsweek oraz TVP1, TVP2. Tajniki barmaństwa poznała w MSBiS oraz podczas pracy jako event manager w jednym z warszawskich klubów. Pisanie i sympatię do barmańskiej sztuki połączyła w „Moim Barze”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here