Karim Bibars – Bar Manager pięknego koktajlbaru “Charlie” w Warszawie, zwycięzca polskiej edycji największego rumowego konkursu na świecie jakim jest Bacardí Legacy Global Cocktail Competition i wykładowca w Międzynarodowej Szkole Barmanów Sommelierów. Przy okazji przygotował mały przegląd tamtejszych cocktail barów. Oto część pierwsza…

Londyn jest dla nas, barmanów, swego rodzaju mekką. Uznawany za stolicę koktajli, miejsce w którym znajdziemy dziesiątki barów, brylujących w różnego rodzaju rankingach i setki barmańskich nazwisk znanych nam ze szkoleń, książek, konkursów i YT. Londyn to również wielkie miasto pełne przeplatających się kultur, języków i kuchni. Miejsce na swój sposób magiczne, pełne inspiracji i kuszące milionem doznań.

Do Londynu wybrałem się wraz z moją ukochaną, na krótki urlop połączony oczywiście z odwiedzinami kilku wybranych wcześniej barów. Pracując w naszej branży szczególnie warto odwiedzać miasto nad Tamizą, to tam wyznaczane są trendy za którymi potem ślepo podąża cały barowy świat. Jednak czy na pewno wszystko to co pięknie wygląda w internecie rzeczywiście idzie w parze z wysoką jakością? Czy święte grale świata barmańskiego są wolne od skaz?

Pierwszym lokalem który odwiedziliśmy w stolicy Anglii był Oriole. Wieść gminna niesie, że za tym przedsięwzięciem stoją właściciele Nightjara wraz z Lucą Cinnallim. Bar znajduje się w kompleksie Smithfield Market, który to jest podobnież (nie udało nam się odwiedzić) jednym z lepiej zaopatrzonych targów w mieście. Wejście do Oriole jest bardzo niepozorne, po zejściu do podziemii wita nas uprzejmy host, który za naszą prośbą bezzwłocznie usadza nas przy barze. Ze względu na wczesną dość porę, byliśmy jednymi z pierwszych gośći tego dnia.

Lokal okazał się urządzony z pomyślunkiem, duża przestrzeń z długim lecz nienachalnym barem. Sporo większych stolików, nakrytych restauracyjnie. Przy barze wita nas dwóch uśmiechniętych barmanów, dostajemy wodę, kartę koktajli i zaczyna się zabawa. Koktajle, jak i cały lokal, inspirowany jest podróżami w szerokim tego słowa znaczeniu. Po zamówieniu ukazują się naszym oczom małe dzieła sztuki, wyserwowane w stylu pana Cinnalliego. Oprócz wyglądu, smak i balans drinków również stał na najwyższym poziomie. Sam bar, niezwykle wygodny i ładny, jest również bardzo sprytnie przemyślany; za back-barem znajdują się dwie dodatkowe sekcje barmańskie do których to trafiają zamówienia z sali- pozwala to barmanom pracuącym na froncie w pełni skupić się na gościach przy barze.

Oriole Bar

Oriole Bar

Po wymianie kilku niewymuszonych uprzejmości, powoli staramy się udać do kolejnego lokalu. Przy rachunku czeka nas miła niespodzianka od baru (lub przemykającego gdzieś na tylnych sekcjach pana Cinnalliego) – dostajemy do przetestowania housowe Amaro! Bardzo ciekawe i aromatyczne. Kiedy już z uśmiechami na ustach sięgamy po portfele, barman zaskakuje nas jeszcze dwiema porcjami lodów przy okazji pytając czy odgadniemy ich kluczową ingrediencję. Kremowe i słodkie, jednak zaskakujące obfitym smakiem Umami. Po chwili barman podpowiada nam, że to Prawdziwki (tak, te grzyby). Żegnamy się z Oriole, z uśmiechami i nadzieją co przyniesie kolejny lokal.


The Gibson

Rozochoceni wizytą w jednym z najnowszych barów Londynu, udajemy się na krótki spacer do The Gibson. Za kolejny nowopostały a już legendarny bar odpowiedzialni są Rusty Cerven i Marian Beke. Na skrzyżowaniu Old St. i Timber St. czeka na nas niewielki lokal, z pięknym szyldem i wejściem przypominającym klasyczne brytyjskie puby. Za drzwiami weekendowa wrzawa (z podziwu wyjść nie mogę jak się zmieściło tam tyle ludzi!). Uwagę zwraca olbrzymia kolekcja zabytkowych shaker’ów zdobiąca każdą wolną przestrzeń. Cudem udaje nam się zdobyć dwa miejsca przy barze. Bar niewielki, ale za to imponujący. Głównie za sprawą Mariana, tworzącego raz za razem koktajle w swoim stylu. Szklaneczka wody, menu i… PIKLE! Piklowanie zdobywa światową gastronomię! Jeszcze pare lat temu, przy okazji wymiany licealnej z Niemcami, usłyszałem że jedzenie “zepsutych” (kiszonych) ogórków jest obrzydliwe i nic dziwnego że przegraliśmy wojnę (sic!). Wracając do pikli z Gibsona, wyborne, na szczególną pochwałę zasłużyły piklowane pomidory. Wybraliśmy koktajle, które jak na tak zatłoczony lokal, trafiły do nas bardzo szybko. Szybkość ich podania nie umniejszyła jednak w żaden sposób ich jakości, pierwsza klasa. Gibsona opuściliśmy jednak dość szybko, nie jestem fanem bardzo zatłoczonych powierzchni jednak sam bar zostawił miłe wspomnienia.

Bar Termini

Bar Termini. W sercu grzesznego Soho znajduje się malutki, bardzo niepozorny bar. Przekraczając jego próg czuliśmy się jak w Italii. Niezwykle miła i uśmiechnięta obsługa z włoskim luzem przywitała nas szklaneczką wody. Najpierw chcieliśmy spróbować małej części ich imponującej kolekcji włoskich Amaro. Po tak przyjemnym początku, zgodnie z poleceniem od znajomych, zamówiliśmy dwa różne negroni. Lokal serwuje cztery wersje tego klasycznego koktajlu. Wszystkie przygotowane uprzednio, schłodzone do odpowiedniej temperatury i serwowane w pięknym antycznie wyglądającym szkle. Większość stolików zajmują ludzie leniwie sączący espresso z jednym z licznych gorzkich alkoholi. W leniwym nastroju opuszczamy ten niezwykle uroczy kawałek Italii. Obowiązkowy punkt programu!

Kolejna część przeglądu najlepszych cocktailbarów w Londynie możecie przeczytać tu. 

Karim Bibars
Karim Bibars - Bar Manager pięknego koktajlbaru "Charlie" w Warszawie, zwycięzca polskiej edycji największego rumowego konkursu na świecie jakim jest Bacardí Legacy Global Cocktail Competition i wykładowca w Międzynarodowej Szkole Barmanów Sommelierów.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here