Czemu mi to zrobiłeś? Dlaczego swoją postawą zdewaluowałeś dla mnie tak świetny bar? Miejsce, z którym dodatkowo związany jestem sentymentalnie, gdyż byłem przy narodzinach jego koncepcji. Dochodziły do mnie słuchy, iż takie praktyki zdarzają się na mieście, nigdy jednak ich nie doświadczyłem, a zwłaszcza w sytuacji kiedy barman ewidentnie rozpoznaje mnie i wie w jakim celu tam przyszedłem…

Widok tłumu rozbawionej młodzieży zasiadającej na leżakach u podnóża  „Domu Partii” jest czymś, czego na pewno nie spodziewali się pierwsi  gospodarze tego, nie do końca dobrze kojarzącego się, gmachu. Swobodnie mogę stwierdzić, iż tego piątkowego wieczoru, w pewnej chwili Zamieszanie skupiło kilkaset osób. W końcu nic w tym dziwnego – miejsce cieszy się renomą nie od wczoraj. W roli gościa byłem tu pierwszy raz i w związku z tym, musiałem nauczyć się nie do końca przejrzystych zasad, takich jak zamawianie wyłącznie przy barze i do tego w określonej jego części. Na szczęście czujni barmani w grzeczny sposób przywołali mnie do porządku. Na pierwszy ogień poszła oczywiście Margarita, która – wiem z doświadczenia – mimo pozorów jest jednym z trudniejszych koktajli do przygotowania, wymagającym sporych umiejętności. Kiedy barman spytał czy chodzi mi o pizzę, uznałem, że ma chłop poczucie humoru. Obstawałem jednak przy zamówieniu wersji łatwiejszej do przełknięcia. W pierwszej chwili uznałem, że jest to dalsza część popisu dowcipami mojego gospodarza, który z założonymi na piersiach rękoma i pewną siebie miną pozbawioną uśmiechu stwierdził, iż Margarity w płynie nie dostanę. Lekko zdziwiony, ale i zatroskany spytałem, którego składnika im zabrakło – tequili, likieru pomarańczowego czy cytryny? Odpowiedź, jaką uzyskałem zmroziła mnie bardziej niż niejeden dobrze schłodzony koktajl : „Mamy wszystkie składniki, ale Margarity nie robimy, gdyż koktajl jest zbyt banalny”. Z trudem powstrzymałem chęć uduszenia gołymi rękoma osoby, która uznała Margaritę za zbyt hańbiącą do przygotowania. Nie wiem, co jest w głowach tych młodych ludzi, zachowujących się jak szefowie restauracji nagrodzonych gwiazdką Michelin, których ktoś właśnie poprosił o ketchup! Rozczarowanie popychało mnie ku wyjściu.

Masochizm przezwyciężył; uznałem, że zostanę i sprawdzę, jaki jeszcze zawód mnie czeka, choć w skrytości ducha nadzieję miałem na pozytywne zaskoczenie, bo przecież lokal zaskarbił sobie uznanie z pewnością nie bez powodu. Na pytanie o rekomendację, mój gospodarz podsunął mi niezbyt estetycznie wyglądającą kartkę papieru nazwaną przez niego kartą koktajli. Po krótkiej analizie dość ciekawego i wszechstronnego menu zamówiłem koktajl złożony z rumu, bazylii, limonki, imbiru i trawy cytrynowej. W porównaniu  do haniebnej Margarity nie okazał się zbytnio wyszukany w smaku. Był jednak w miarę smaczny.

Sącząc swój koktajl, podziwiałem wystrój lokalu z oryginalnym i sławnym już sufitem. Mimo, iż miejsce jest przeszklone, sprawia wrażenie dość przytulnego, a w centralnie usytuowanym barze, do którego można zajrzeć z każdej strony, udało się zachować czystość i porządek.  Większość koktajli nie jest przygotowywanych doraźnie. Część z nich nalewana jest z buteleczek pięknie ozdobionych ręcznie wykonanymi zawieszkami, zaś pozostałe,  podobnie jak piwo, prosto z kija. Zaletą tej drugiej metody jest możliwość spróbowania wszystkich koktajli przed zamówieniem, co pozwala wybrać ten najbardziej pasujący naszym gustom, a przy okazji już dobrze się napić. Degustowanie kolejnych próbek koktajli pozwoliło mi na chwilę zapomnieć o pierwszym bardzo złym wrażeniu, tym bardziej, iż tym razem obsługiwał mnie ktoś bardziej komunikatywny i atmosfera stawała się co raz bardziej przyjazna.

Na szkoleniach zawsze przekonuję, iż czynnik ludzki w barach jest najważniejszy. Uśmiech i komunikatywność są podstawą. Można zachęcić Gości do spróbowania własnych, autorskich koktajli, nie podważając ich preferencji, gdyż: „De gustibus non disputandum est”. Cieszę się, że zostawszy, dałem barmanom drugą szansę, gdyż skosztowałem koktajli, śmiem twierdzić, najlepszych w historii moich recenzji barowych.

Jednak niesmak pozostał i chciałbym, aby ta recenzja dała do myślenia tym, którzy czują wyższość nad klientem, ponieważ na taka postawę nie ma przyzwolenia w lokalach, które się szanują i tym samym szanują swoją klientelę.

PS 1. „Zamieszanie” to miejsce mocno rozrywkowe, świetnie nadające się na wypad w większym gronie, tym bardziej, iż poza wyśmienitymi koktajlami, są też przekąski. Polecam pizzę, a zwłaszcza Margaritę ☺

PS 2.  Szanowny kierowniku/menadżerze/szefie baru, nie gań zbytnio swojego pracownika, gdyż prawdopodobnie wykonywał Twoje polecenia. Sam na pewno nie wpadłby na tak bezrozumny pomysł, by odmówić podania Margarity, sugerując jej „banalność”. Wnioskuję o zmianę filozofii.

ZAMIESZANIE
ul. Nowy Świat 6/12, Warszawa
Otwarte od 17:00 do 00:00, w weekendy do 03:00.
Można siedzieć na zewnątrz.