Strona www – BRAK
Tysiące fanów na FB – BRAK
Reklama w mediach – BRAK
Karta koktajli – BRAK
Znane osobistości za barem – BRAK
Tłum ludzi – NIE BRAK!!!
No właśnie. Można kombinować, kasę pompować, a i tak być w tyle za lokalem, którego obecną popularność trudno uzasadnić…

Właściwie nie przygotowywałem się jakoś specjalnie do odwiedzenia Ulu. Spontanicznie wybrałem to miejsce na cel mojej niedawnej wizyty, chyba także dlatego, iż jest w niedużej odległości od mojej Kwatery Głównej. Nowo wyremontowana kamienica na Poznańskiej przez kilka miesięcy była domem dla Cyderii, ale ponieważ gazowane alpagi straciły ostatnio na popularności, lokal w większości czasu stał pusty. Na szczęście ktoś podjął słuszną decyzje o zmianie konceptu na bardziej chwytliwy gastro bar. Pozwoliłem sobie przypisać Ul właśnie do tej kategorii miejsc, ponieważ, jak dla mnie nie jest to ani restauracja, ani cocktail bar.

Po wejściu do Ula oczom ukazują się zarówno małe stoliki jak i duże, „komunalne”, ale przede wszystkim widzimy pokaźny, jak na wielkość całego lokalu, bar. Na półkach bardzo szeroki asortyment alkoholi rzadko spotykanych nawet w liczących się cocktail barach. Co z tego, kiedy bezużyteczny… Spodziewałem się ciekawej karty koktajli, w której zawarte byłyby te unikalne składniki, a tymczasem ani karty, ani inwencji twórczej barmanów, którzy serwują podstawowe klasyki lub ich odmiany. W oczekiwaniu na swoją Margaritę (w końcu ktoś łaskawie spytał, czy chcę z solą czy bez), wyczyściłem serwetką mokry blat (nie lubię jak żona rozpoznaje po mankietach, że nie byłem na spotkaniu AA) i rozpocząłem taksowanie wzrokiem całego miejsca.

Był piątkowy wieczór, zaraz po 20-tej, a z uwagi na rezerwacje, miejsc siedzących już brakowało. Dobra muzyka sprawiała, że mimo wczesnej godziny lokal tętnił energią. Grupy uśmiechniętych młodych ludków albo dopiero się zbierały, albo już pałaszowały przy stolikach specjały z karty menu (ta na szczęście istnieje). W karcie pajdy, michy i ogólnie potrawy raczej do przekąszenia niż do najedzenia się. Grunt że smaczne, w miarę niedrogie i szybko podane.

Ul przede wszystkim charakteryzuje się luźną atmosferą. Zero napinki i brak pseudo oryginalnych zasad savoir-vivre’u powoduje, że każdy czuje się tu swobodnie. Radosna i zadowolona z życia młódź nie musi dostosowywać się do reguł miejsca. To oni ustalają reguły, którymi dalej musi kierować się lokal. Ta, prawdopodobnie przypadkiem osiągnięta, atmosfera spowodowała iż w Ulu aż się roi, a poczta pantoflowa sprawia iż pszczółki z innych zakamarków stolicy lgną tu, jak do plastra miodu.

Ul nie jest jednak miejscem dla każdego. Na przykład, nie jest miejscem dla mnie. Lubię nieskomplikowane, energetyczne miejsca, jednak moje przywiązanie do detali sprawia , że ogólnie pozytywne wrażenie tego lokalu zostało zdyskredytowane przez takie banały jak zawalona śmieciami szatnia, brudny bar, czy brak rozpoznawalnej (stroje od Sasa do Lasa) i komunikatywnej obsługi.

UL
ul. Poznańska 16, Warszawa
Otwarte od 12:00 do 02:00, w weekendy do 04:00.
tel: 22 258 14 46