The Palm Court w Plaza Hotel

„Jak już wystroję się na elegancko, to żal mi wracać do domu i przebierać w dresy”. Ta myśl przeważyła, kiedy ujrzałem swoje odbicie w lustrze opuszczając Randolph’s Bar, usytuowany w The Warwick Hotel przy Sixth Avenue, po dość formalnym spotkaniu biznesowym. Ponieważ humor mi dopisywał, podobnie jak ilość łakomców w dolinie (nie mogłem się powstrzymać od użycia warszawskiej gwary w centrum Nowego Jorku), ruszyłem w miasto. Nogi powiodły mnie jakoś na południowo-wschodni róg Central Parku, gdzie stoi jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków Nowego Jorku, The Plaza Hotel. Z miejsca przed oczami stanęła mi scena z filmu „Kevin sam w Nowym Jorku”, w której obok biednego Kevina stoi równie biedny Donald 😊. Z pewnym zażenowaniem stwierdziłem, iż pomimo mojego dłuższego pobytu i częstych wizyt w „The Big Apple”, nigdy nie siedziałem przy barze w The Plaza.

Od samego wejścia do hotelu odczuwa się powiew historii i luksusu. Nic dziwnego, w końcu nocleg tutaj kosztuje w najlepszym wypadku coś około tysiąca dolarów, licząc najskromniej. Niestety, już na początku mojej wizyty dowiedziałem się, iż bar, który chciałem odwiedzić, czyli The Oak Room, dostępny jest tylko na zorganizowane imprezy. Ponieważ akurat nie chciałem nic organizować, uznałem, iż zadowolę się głównym: The Palm Court Bar. Lobby porównać by można do wielkiej oranżerii, wypełnionej wszelkiego rodzaju „zieleniną”, podświetlonej od góry szklanym dachem. Po środku tej dżungli, jak samotna wyspa stoi zaokrąglony bar, a w nim odziany w garnitur, dostojnie wyglądający barman. Szybko zająłem wolne miejsce, choć jak się później zorientowałem, było ich więcej, niż tych zajętych. Zostałem powitany przez „pana starszego”, który na tym samym wdechu, wypraszał kobietę siedzącą obok; przekaz był prosty „nic nie zamawiasz, to wypad”. Zanim wyszła, miałem okazję spojrzeć na biedaczkę, która ani nie wyglądała na ubogą, ani bezdomną, ani na  kobietę parającą się najstarszym zawodem świata.

Aby nie przytrafiło mi się podobne potraktowanie, szybciutko zapuściłem żurawia w menu. Spośród krótkiej listy siedmiu drinków, starając się przybrać minę i akcent rodowitego Amerykanina, zamówiłem Margaritę, bo Margarita to przede wszystkim balans, który uzyskać można tylko dokładnie odmierzając składniki. Tymczasem, mój barman nalał wszystko jak leci „z gwinta”, coś tam wstrząsnął przez chwilę i przelał do kieliszka z rozmazaną crustą. Fakt, zdarzało mi się pić gorsze popłuczyny, ale nie za 30 dolarów sztuka. Naszła mnie następująca refleksja: czy normą tutaj jest robienie koktajli na odwal się? Nie dopijając, tęskniąc za dresem i piwem, wyszedłem zniesmaczony całą sytuacją.

Stojąc ponownie na południowo-wschodnim rogu Central Parku, bezwiednie skierowałem oczy na wysoki budynek The Pierre Hotel. Z miejsca na twarzy pojawił mi się uśmiech na samo wspomnienie tych zawsze pozytywnych chwil spędzonych w jednym z moich ulubionych barów w Nowym Jorku. Pytanie było jednak zasadnicze, czy dziś na wieczornej zmianie zastanę Paula?

29AB563A 7DC9 4CD8 8B5C 6D695BFD3369 300x225 - The Palm Court oraz Two E Bar/Lounge - recenzja barów hotelowych w Nowym Jorku
Two E Bar / Lounge – The Pierre Hotel

The Pierre Hotel to zupełnie inna bajka, niż The Plaza czy The St-Regis. Nie jest zadęty i nie bazuje na swoim dziedzictwie historycznym. Jest równie elegancki i piękny jak pozostałe hotele z tej półki cenowej, ale przede wszystkim wyróżnia go ponadczasowa gościnność. Pamiętam, kiedy pierwszy raz wszedłem tu w poszukiwaniu baru i troszkę się zagubiłem, gdyż do Two E Bar trzeba dojść długim i krętym korytarzem. Na szczęście nie wiadomo skąd pojawił się Pan Sławek (przywieszki z imieniem przyczepione do liberii hotelowej często ułatwiają życie) i wskazał mi odpowiedni kierunek. Tym jednak razem sprawnie przemierzyłem znaną mi już ścieżkę i wparowałem jak w dym do Two E Bar. Miałem szczęście, Paul powitał mnie szerokim uśmiechem z miejsca stawiając przede mną szklankę wody. Mimo, iż woda nawet w zwykłych restauracjach jest tu darmowa, w niektórych barach hotelowych trzeba o nią specjalnie prosić.

Po krótkiej wymianie zdań dałem się skusić na starzone w beczce Negroni. Przygotowane zostało z niesamowitą elegancją, w każdym ruchu Paula widać było, iż kocha to, co robi i wkłada w swoją pracę maksimum zaangażowania. Kiedy przy dźwiękach fortepianu raczyłem się moim „stwistowanym” klasykiem, pod nos podsunięto mi barowe przekąski. W odróżnieniu do królujących w większości miejsc chipsów, dostałem zestaw serów, oliwek, jerky i popcornu. Nadal gawędząc z moim dobroczyńcą, pieściłem swoje kubki smakowe, a on wrócił do przerwanej pracy nabijania oliwek na szpadki do Martini. Mimo, iż w żaden sposób Goście nie mogli zobaczyć co robi pod barem, robił to w rękawiczkach. Właśnie po takim zachowaniu można poznać klasę barmana i jego szacunek do Gości. Na koniec, w ramach komplementarnego tastingu obdarowany zostałem słuszną porcją Gran Patron Platinium. Jak ja kocham to miejsce.

Znów stałem na południowo-wschodnim rogu Central Parku, ale tym razem wypełniony wiarą w ludzi.

Dyrektor i założyciel Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów, właściciel Bar Catering i portalu koktajlowego MojBar.pl. Posiada wykształcenie kierunkowe zdobyte w USA i wieloletnie doświadczenie zawodowe w najlepszych lokalach Nowego Jorku. Współtwórca oraz sędzia techniczny konkursów barmańskich w stylu klasycznym i flair. Od lat występuje w roli eksperta, konsultanta, konferansjera. Miłośnik barmaństwa na najwyższym poziomie, znawca wykwintnych alkoholi i właściciel największej w Polsce ich kolekcji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here