Jeżeli chodzi o ustalenie kto był największym pijakiem na świecie historycy mają problem. Brak jest dokładnych danych oraz w pełni wiarygodnych źródeł. Wiadomo natomiast, że człowiek o pseudonimie Andre the Giant wypijał wprost gigantyczne ilości alkoholu, przez co niektórzy w właśnie nim upatrują największego ochlaptusa w dziejach.

Wypijanie zawrotnych ilości alkoholu, jak łatwo się domyśleć, nie jest niczym nowym. Pewien żyjący przed wiekami arabski książę kazał napełniać swój basen winem. Pływając ów mąż wypijał tak duże ilości wina, że poziom tego napoju w basenie wyraźnie się obniżał. W Polsce za pociąg do kieliszka jest pamiętany niejaki kasztelan Borejko, który w dawnych czasach urządzał trwające nawet kilkanaście dni pijatyki. Jeśli chodzi o współczesne czasy można przywołać smutny przypadek byłego angielskiego piłkarza Paula Gascoine’a, który przez chroniczne nadużywanie alkoholu zrujnował sobie zdrowie.

Sportowcem, tylko że innego typu, był także wspomniany na wstępie Andre the Giant. Człowiek ten był zapaśnikiem. Nie brał on jednak udziału w prawdziwych zapasach tylko w tych na niby, znanych z amerykańskiej telewizji. Szczyt jego kariery przypadł na lata osiemdziesiąte i pewnie Andre byłby dziś wspominany głównie przez fanów dyscypliny zwanej American Wrestling, gdyby nie jego monstrualny apetyt na alkohol, o którym krążą legendy. Za sprawą zamiłowania do procentów, które miał nieżyjący już zapaśnik, bywa on nazywany największym pijakiem w historii i z tego powodu interesują się jego losami nie tylko fani sportu.

Wspomniany zapaśnik naprawdę nazywał się André René Roussimoff, był pochodzenia polsko-bułgarskiego, i cierpiał na chorobę zwaną gigantyzmem, która powoduje, że organizm produkuje zbyt dużo hormonu wzrostu. Jako dorosły mierzył dobrze ponad dwa metry i ważył ponad 170 kilogramów. Z powodu swojej choroby cierpiał na uciążliwe bóle pleców i kolan i to podobno popychało go w stronę alkoholu.

Skalę pijackich wyczynów Andre oddaje następująca anegdota. Po jednym z występów w Japonii otrzymał on w podzięce od organizatorów skrzynkę wina śliwkowego. Andre tego samego dnia miał jeszcze jeden występ na który jechał autobusem. Podróż trwała cztery godziny i po drodze osuszył on wszystkie butelki, których było 16. Gdy skończył drugie tego dnia zawody zabrał się do picia piwa.

Jeśli chodzi o piwo to znajomi Andre wspominają, że potrafił on za jednym posiedzeniem w barze wypić ponad sto butelek piwa. Szacuje się, że gdy zawodnik ten był wożony po Stanach na zawody w przyczepie kempingowej to wypijał skrzynkę piwa co 90 minut. Tę specyficzną podróżną dietę urozmaicał sobie wódką i winem.

Niektórzy twierdzą, że Andre the Giant codziennie przyjmował pod postacią napojów alkoholowych około 7000 kalorii. Nawet jeśli to przesadzona liczba to wiadomo na pewno, że pił on bardzo, bardzo dużo. Z takim upodobaniem do alkoholu jakie miał cierpiący na gigantyzm zapaśnik nie można zachować zdrowia. Andre zmarł w wieku zaledwie 47 lat z powodu niewydolności serca.

Barman z wieloletnim doświadczeniem. W wolnym czasie lubi pisać, nie tylko o alkoholach, ale o nich najprzyjemniej się pisze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here