Nie jestem malkontentem, ale … dlaczego tak jest, że coś zawsze szwankuje? Jak koktajle pyszne, to obsługa fatalna. Jak barmani ogarnięci, to kierownictwo głuche na ich uwagi.  A gdyby tak z każdego lokalu wziąć to, co najlepsze i złożyć w całość, w jedną dobrze funkcjonującą maszynę? Myślicie, że to takie łatwe? Niestety nie. Każdy bar to indywidualny, żywy organizm. Jeżeli zaczniemy na silę łączyć elementy różnego pochodzenia, to szybciej stworzymy koreańskiego składaka, niż bawarskie super auto. Oczywiście czasem się to udaje i wcale nie jest to wyłącznie kwestią zasobów finansowych, ale o tym innym razem. Dziś będzie o spójności nie tylko wewnątrz koktajlbaru, lecz o spójności baru z przynależną restauracją.

Nieczęsto bywam w restauracjach – w Lazy Dog byłem może dwa razy i w obu wypadkach jedzenie było raczej smaczne, a obsługa bardzo zróżnicowana; jednak bar przynależny do restauracji odwiedziłem po raz pierwszy. Z wyglądu stonowany, bez żadnej ekstrawagancji i nadęcia, utrzymujący ten sam industrialny charakter, co część restauracyjna. Na pólkach ocieplająca klimat ciekawa kolekcja alkoholi i kiczowata tabliczka ze sklepu osiedlowego o zakazie sprzedaży… Taki mały detal, a razi. Z informacji, jakie otrzymałem, bar ma nawiązywać stylem do jazz cocktail baru rodem z Nowego Jorku. Chyba ktoś nie wie, co to jazz i nie był w Nowym Jorku. Ja wiem, byłem nie raz i do tego jestem pewien, że żadnych konotacji tutaj nie ma.

Wygodnie zasiadłem, a nawet udało mi się znaleźć hak pod barem do powieszenia kurtki, i wręczyłem uśmiechniętemu barmanowi kupon na welcome drinka, jaki dostałem od pani przed lokalem. Pod nos od razu dostałem miseczkę z … no właśnie – wszędzie ten pop corn. Czy ktoś może wymyślić coś innego? Tym razem z posypką z wasabi, od którego torebki walały się niestety wszędzie. Powitalnym drinkiem był sour z białkiem i tymiankiem na cynamonowym Jacku Danielsie. Dobry pomysł na przełamanie jego słodyczy, szkoda tylko, że podawany bez informacji o zawartym białku. W końcu niektórzy nie lubią, nie chcą lub wręcz nie tolerują białka. Niestety, jest to nagminne zaniedbanie w większości lokali.

Sącząc drinka leniwie, zapuściłem żurawia w kartę koktajli. Dość dużym zaskoczeniem było to, że pełno w niej było zdjęć obrazów i receptur koktajli nimi inspirowanych. Wyglądała trochę jak katalog z wernisażu. Niby trochę ocieplała industrialno-minimalistyczny charakter miejsca, ale jednak czułem, że jest trochę z innej bajki. Zapytawszy, dowiedziałem się, iż szef baru pasjonuje się malarstwem (barman to jednak arystokrata klasy pracującej) i dlatego menu zostało zainspirowane obrazami. Powiedziano mi również, że wkrótce karta ma się zmienić i być w klimacie innych zainteresowań szefa baru. Mam nadzieje, że nie są nimi krasnale ogrodowe. Po chwili namysłu wybrałem drink inspirowany obrazem Petera Jacksona z 1967 roku pt. „Majowie – Pierwsi Indianie Ameryki”. Był bardzo dobrze zrównoważony i przyjemny w smaku, ale zupełnie niepasujący do manifestu restauracji, który głosi, iż serwowane będą dania kuchni europejskiej z polskimi akcentami. Poczułem, że jest tu za dużo niepowiązanych ze sobą elementów przewodnich. Bardzo cenię sobie inwencję twórczą barmanów i ich osobiste zaangażowanie, bo nie ma nic gorszego, niż smutnie wyglądająca karta, jednak wszystko musi być spójne z konceptem całości.

Sumując: Lazy Dog Cocktail’s Room (bo tak brzmi, nie do końca poprawnie pisana, pełna nazwa) jest miejscem, które prawdopodobnie odwiedzę następnym razem tylko w oczekiwaniu na stolik w części restauracyjnej. Z uwagi na swój rozkład i aranżację, nie jest miejscem przytulnym, gdzie można się zrelaksować i wypić kilka drinków. Jest za to dobrym miejscem, gdzie można wpaść na jednego szybkiego drinka i uderzyć dalej w drogę. Sugerowałbym zmianę filozofii i większe przywiązanie uwagi do wspominanej spójności – po prostu pewne elementy wprowadzają zbędny bałagan w ogólnym obrazie.

Będąc przy bałaganie: walające się brudne szkło, puste torebki po wasabi, klejąca się karta koktajli i mokry blat kładą się cieniem na uśmiechniętej, komunikatywnej i bardzo sprawnej obsłudze. Wszystko jest sumą detali, dlatego dbałość o nie jest taka ważna.

PS. Mam nadzieję, że posadzenie przez barmana swoich 4 liter na blacie i to w dodatku na desce do krojenia było tylko jednorazowym przestępstwem.

LAZY DOG Restaurant & Cocktail Bar
ul. Krucza 16/22, Warszawa
Otwarte codziennie od 12:00 do 00:00.
tel: 22 434 20 50