Wielu z nas wspominając piękną i upojną noc spędzoną na spacerze po cocktail barach zastanawia się dlaczego tej nocy wydaliśmy tak dużo pieniędzy. Szukając w portfelu banknotów, które były tam jeszcze 5-8 godzin temu zastanawiamy się, czy aby przypadkiem nie zostaliśmy okradzeni. Niestety rachunki wskazują na to, że nie było złodzieja. Cały budżet poszedł w gardło jego właściciela. Dobrowolnie i z przyjemnością. Dlaczego wiec koktajle są tak drogie i dlaczego, mimo wszystko, godzimy się płacić za nie aż tyle?

Koktajl wykonany w barze może mieć aż 400 procentowe przebicie w cenie w porównaniu z tym samym koktajlem zrobionym w domu. Może być ten sam tonic, ten sam gin. Różnica w cenie będzie kolosalna. Ale w cocktail barze nie płacimy tylko za płyn w kieliszku. Do serwowanego nam szkła oprócz alkoholowych ingrediencji dodawanych jest szereg innych kosztów.

Przede wszystkim obsługa, czyli wykwalifikowany barman, elegancko ubrany, który niczym poeta wylicza nam zmieszane w koktajli składniki. Do tego te piękne czarne, lub złote gumki na bicepsach podtrzymujące śnieżnobiałe koszule i mimochodem podrzucane flairowo butelki – no cóż, za taki klimat się płaci. Bo nic gorszego w barze nie może nas spotkać niż zagubiony barman, który ściąga skład klasycznego drinka z kartki spod baru.

Sącząc swojego drinka warto rozejrzeć się dookoła. Bo koktajl stoi na eleganckiej serwetce, sączymy go przez słomkę, bar lśni czystością, a pracownicy używają drogich sprzętów do robienia drinków. W oddali słychać brzdęk bitego szkła i radosne brawa na cześć zniszczonych kieliszków.

Menu z kolei to kolejny kamyczek w naszym koktajlu. Według znawców barowej kultury menu to wstęp do delektowania się serwowanym płynem. Jest jak mapa, dzięki której poznajemy smaki jeszcze przed zamoczeniem w nich ust. To w nim szukamy takich połączeń alkoholu i składników, by koktajl był jakby szyty na miarę. By menu zachęcało, musi wyglądać, być dobrze zredagowane, to wizytówka baru. Miksolog Jim Meehan wspomina swój pierwszy bar. Drinki kosztowały tam 11 dolarów, a menu było zalaminowaną kartką z suchymi informacjami. Potem, udało mu się zainwestować w firmę i menu zyskało skórzaną obwolutę, a w barze zamiast krzeseł pojawiły się eleganckie fotele. Drinki zwiększyły wtedy swoją cenę o 4 dolary, a skórzane menu kradzione było średnio dwa razy na tydzień. Weszło to również w koszty. Obecnie premiera nowej karty to duże wydarzenie marketingowe szanujących sie barów. Nic więc dziwnego, ze wizualizacja menu wychodzi poza standardy i zamiast książeczki z listą koktajli i cen mamy menu – origami lub winylowe płyty z wygrawerowanymi nazwami koktajli.

Pijąc w domu nie musimy nikogo prosić o pozwolenie. Przeważnie. W barze rozlewający piwo, wino czy koktajle muszą mieć na to koncesję. I to nie jest wydatek kilku setek miesięcznie. To raczej tysiące złotych i nie jest to zapłata jednorazowa. A komu rozlewają koncesjonowany alkohol? Warto się więc do tego dorzucić.

Stojąc przy barze w grupką znajomych, bawiąc się do białego rana przy cudownych smakach koktajli nie zwracamy uwagi na koszty. Rano też tego nie róbmy. Przecież noc była taka piękna!