7 października 1910 to chyba jedna z czarniejszych dat w światowej historii alkoholu. Wtedy to Szwajcaria, jako pierwszy kraj globu zakazała produkcji absyntu. Dwa lata później uczyniły to Stany Zjednoczone, a w przeciągu kolejnych 15 lat większość zachodniego świata przyłączyła się do krucjaty przeciwko „zielonej wróżce”. Ale czy słusznie? Oto prawdziwa historia absyntu…

Absynt z założenia miał być leczniczą nalewką, ale w dość krótkim czasie stał się trunkiem mas. Najpierw zainteresowali się nim francuscy żołnierze walczący w Algierii, którzy używali Absyntu do odkażania wody przeznaczonej do picia. Wkrótce ponieśli modę picia absyntu z wodą w głąb macierzystego kraju, gdzie niedługo potem stał się on najczęściej pitym alkoholem, detronizując klasyczną brandy.

Masowe zapotrzebowanie na piołunówkę doprowadziło do tego, iż na rynku zaczęły pojawiać się trujące imitacje, do produkcji których używano sztucznych barwników, a nawet metali ciężkich w celu uzyskania podobnego z naturalnym koloru. Nie to jednak spowodowało banicję absyntu; odpowiednie regulacje i kontrole uporałyby się z toksycznymi podróbkami. Prawdziwym powodem było to, iż absynt nadepnął na odcisk wspomnianej już brandy narażając jej producentów na ogromne straty.

W swojej walce z Absyntem, lobby producentów brandy połączyło siły z ruchem wstrzemięźliwości od lat walczącym ze zjawiskiem pijaństwa i narodowego odurzenia. Za gwóźdź do trumny uznano zdarzenie, kiedy to szwajcarski wieśniak, jakoby odurzony absyntem zamordował swoja rodzinę. Ów wieśniak skonsumował tylko jeden kieliszek absyntu, ale nikt oczywiście o tym nie wspomniał, ani też o tym, iż od poranka poprzedzającego popełnienie owej zbrodni wypił kilka litrów wina i kilkanaście kieliszków brandy.

Narkotyczne właściwości Absyntu były oficjalnym powodem zakazu jego produkcji. Obecnie wiemy jednak, iż wszelkie przypisywane mu niepożądane cechy były wyolbrzymiane, lub stanowiły wręcz nieprawdę. Jako głównego winowajcę stawiano thujon, olejek zawarty w piołunie. Jednak jego szkodliwe, czy też wpływające na psychikę działanie wymagałoby olbrzymiej dawki. Co więcej, w podobnym stężeniu Thujon zawarty jest w innych potocznie konsumowanych produktach, takich jak szałwia czy estragon.

W przeprowadzonych badaniach, podczas których sprawdzono zawartość thujonu w butelkach absyntu z początku minionej epoki, stwierdzono jego stężenie na poziomie minimalnym lub nieznacznie przekraczającym obecnie dopuszczalne normy Unii Europejskiej. Tak więc szkodliwość absyntu wytworzonego z naturalnych składników była i nadal jest zerowa, a skondensowanie thujonu tak małe, iż w celu uzyskania efektu odurzenia należałoby skonsumować ponad 7 litrów czyli dawkę alkoholu śmiertelną nawet dla zaprawionych w boju mieszkańców kraju nad Wisłą…

Zobacz również: ZIELONA WRÓŻKA, CZYLI PRAWDZIWA HISTORIA ABSYNTU, CZ. 2